Nie analizuj po prostu ciesz się życiem!

Kategoria: Lifestyle • 22 października 2012

Ostatnim czasy uważa się, że ludzie którzy nie zastanawiają się, nie analizują życia są głupi, puści, beznadziejni. Natomiast wielka szlachta, grupa nadludzi, do wszystkiego podchodzi artystycznie, filozoficznie, doszukuję się drugiego, trzeciego, miliardowego dna. Jednak czy nie wydaje Ci się, że im więcej analizujemy tym bardziej tracimy to co w życiu jest najważniejsze? Szczęście, wolność…?

Nie nastawiaj się

Na pewno miałeś w życiu taką sytuację, że przed wielkim wyjazdem na wakacje nastawiałeś się ale będzie super, ale to ja rzeczy zrobię. Na pewno tym razem przelecę 2 laski i to za jednym razem! Dodatkowo naoglądałeś się masę zdjęć z miejsca do którego się wybierasz. Przychodzi dzień wyjazdu, jeden wielki klops. Miejsce nie wygląda tak pięknie jak na zdjęciach (,a może i wygląda ale z samolotu 🙁 ). Fajnych dziewczyn nie ma, a co najgorsze wszystko jest nie tak jak w marzeniach. Wyjazd jest jedną wielką klapą, a czyja jest to wina? Mniej zielonych palm niż na zdjęciach? Faktu, że prócz ładnych młodych dziewczyn, w Twoim wymarzonym kurorcie są też stare baby? Nie winę za ten niewypał ponosisz Ty i Twoje głupie wyobrażenia.

Przykład z innej beczki – wyjeżdżasz w góry, piękne widoki, wielkie otwarte tereny, masa roślinności (lub śniegu). A Ty zamiast cieszyć się tym wszystkim, zagłębić się w klimat jakim uracza to miejsce. Najpierw piszesz na facebooku: Ale tu jest zajebiście – w Tatry. Następnie robisz zdjęcie i wrzucasz na instagrama. Później przez cały wyjazd myślisz o tym jak będziesz o swojej wyprawie opowiadał znajomym, co im opowiem. I w rezultacie zamiast cieszyć się naturą, nasz umysł zajmuje się analizowaniem wszystkiego. NIE ANALIZUJ!

Muzyka

Na pewno spotkałeś się z takim stwierdzeniem, że prawdziwa muzyka to tylko taka z przemawiającym do rozumu tekstem, niosąca jakiś przekaz, manifestująca jakąś idee. Dżem, Paktofonika… To są prawdziwe zespoły, nie te shity które śpiewają o dupie maryni. Ja odpowiem Ci tak – guzik prawda. Jest masa kawałków które są świetne – i nie dlatego, że ich tekst jest głęboki, nie dlatego, że mają świetne zaprojektowaną linie melodyjną. Jednak dlatego, że wprawiają w dobry nastrój.

Sam przyznaj w piękny radosny, wiosenny poranek wolał byś posłuchać My Body is a Cage autorstwa Peter Gabriel czy Coco Jambo? Prawda ta pierwsza piosenka jest głęboka, ma dobry tekst i nawet skomlikowaną linie melodyjną. Jednak np. mnie nic nie wprawia w tak dobry humor jak o jajaja kokodzambo o jaje! Oleo!

Ten pies nie analizuje, po prostu cieszy się, że ktoś wyszedł z nim na spacer.

Miłość

Wiele kobiet ma dziwną skłonność do analizowania swoich przyszłych partnerów. Budzą w sobie dialogi wewnętrzne w stylu: „Kocham, go ale hmm… on nie ma prawa jazdy, a jak go nigdy nie zrobi? Kto będzie woził nasze dzieci do szkoły?”, „Kocham go, ale hmm… siostrzenica przyjaciółki mojego brata za nim nie przepada, ta miłość chyba nie ma sensu?”, „On jest taki miły, ale ostatnio zamówił pizze z koniną, a ja lubię koninę? On wcale nie akceptuje moich poglądów” I tak dalej i tym podobne. Czy warto jest analizować wszystko co powie ta druga osoba? Przecież, jeżeli miłość jest odwzajemniona to raczej ta druga osoba robi wszystko aby nas uszczęśliwić a nie zasmucić, a jak jej czasem nie wychodzi to może my zróbmy coś dla niej? Zamiast wszystko głupio analizować?

To tyle, a Ty od dziś ciesz się życiem, łap każdą chwilę i nie analizuj! Bo to piękne chwilę tworzą szczęśliwe życie, a analizy zostawmy matematykom!

A właśnie zapominał bym, dzisiejszy wpis jest sponsorowany i pisany przy:

Podoba Ci się blog? Polub mój fan page i bądź na bieżąco z wszystkimi wpisami i aktualnościami:

  • Mamutek

    Hm wiesz…

    Zacznijmy może od muzyki i tego przekazu. Muzyka, tak jak i film moim zdaniem mają za zadanie wywoływać pewne emocje i wiadomo, że mogą to być radość euforia, głupi zaciesz albo smutek nostalgia, wiele pośrednich i innych bardziej złożonych.. Jednak poza tym mają również potencjał do przekazywania innej treści. Skoro można nagrać kawałek który budzi nostalgię, zmusza do jakiejś refleksji, to dlaczego tekst w nim zawarty nie może być podobny? Nie dość, że w tym przypadku wzmocni przekaz emocjonalny, to jeszcze doda jakąś myśl, jakąś konkretną historię, która może sprawić, że kiedy utwór się skończy to posiedzimy jeszcze kilka minut w ciszy zamyśleni i wciągnięci w temat piosenki.

    Podobnie przecież z filmem, o ile ja np. lubię obejrzeć głupią amerykańską komedię, która mnie rozbawi, to lubię obejrzeć nawet przede wszystkim ambitny film, który da mi jakąś myśl, który wskaże ciekawą ścieżkę życia, pojmowania świata, na którą bym sam nie wpadł.

    I z pewnością nie można oceniać ludzi po tym co oglądają, bo nie wiadomo jaki mają cel. Tak samo jak nie można oceniać ludzi po tym jaką prasę czytają. To, że ktoś czyta „uważam rze” to nie znaczy, że jest pisowcem, bo może to jedno z jego dziesięciu źródeł informacji?

    A tak słówko o linii melodycznej w muzyce, to nie ona sprawia, że jakiś kawałek jest wartościowy. Jest wielu gitarzystów, którzy przebiegają przez cały alfabet muzyczny, a robią to w tak nudny sposób, że nie da się tego słuchać. Da się oprzeć piosenkę na 3/4 dźwiękach operując brzmieniem, rytmem, dynamiką. I dlatego prawdziwe dzieło sztuki nie będzie nas zmuszać do odnajdywania w nim sensu, ale wywoła całą gamę emocji, zachęci cudownym brzmieniem i sprawi, że dostaniemy gęsiej skórki albo wywoła błogi uśmiech na twarzy. Bądź też będziemy przez pół dnia słuchać w głowie coco jambo 🙂

    Kurcze, całe wypracowanie.. ale to temat rzeka.

    Znów jeśli chodzi o to zastanawianie się nad szczęściem to masz rację, po prostu należy wyluzować, robić dokładnie to co sprawia nam radość, co daje nam szczęście. Wszelkie ambicje i zastanawianie się „jak to wygląda w oczach innych” psuje całą zabawę. No ale tutaj leży problem, bo właśnie żyjemy w tym społeczeństwie i nie jesteśmy w stanie się od niego odciąć.(chyba, że będziemy wcinać robaki w dżungli). A problem jest taki, że ludzie są durni i często sprawiają nam przykrość oceniając to, co daje nam szczęście. Całe społeczeństwo mamy zmanipulowane i ono również manipuluje przez to nami. A działa to w ten sposób, że ktoś narzuca pewien rytm życia, pewną modę, zasady pseudo-etyczne/moralne. Przez to tworzy się ta sytuacja, że ludzie nie wiedzą do czego dążą. Nie wiedzą co daje im szczęście, nie wiedzą jak czuć się lepiej, do czego dążyć. A, że z natury są naiwni i w większości głupi to chwytają to, co im narzuca góra. I potem pędzą w tym szaleńczym rytmie za pieniędzmi, nowym domem, telefonem i tą ukochaną przeze mnie „karierą”. Ilu ludzi dziś stawia ją przed przyjemnościami, rodziną, przyjaciółmi (o ile takich mają, bo dzisiaj jest z tym cholernie ciężko). A znów zakładając, że jesteśmy zmanipulowani (nie śmiem nawet twierdzić, że daję radę się od tego odciąć), to musimy się czasem mocno postarać, by zobaczyć to, co jest w życiu ważne, co da nam szczęście zarówno teraz jak i w przyszłości. Z drugiej strony musimy się również utrzymać prawda?

    Dlatego mimo wszystko to zastanawianie się, rozkminianie co jest ważne, co nie itp. Podejście filozoficzne/artystyczne? Tylko bez zbędnego pieprzenia, mądrych filozofów to mieliśmy kilka tys. lat temu. Głównie trzeba starać się zrozumieć nas samych i nasze otoczenie. Również i szukać czasem kolejnego dnia, bo to kolejne dno może okazać się prawdziwe i pozwoli nam zrozumieć co naprawdę znaczą pewne rzeczy. Może to umożliwi nam wybrnięcie z tego gównianego „ambitnego” trybu życia?

  • Katarzyna

    Jakoś wolę tę dobrą muzykę, akurat tej piosenki Gabriela nie znam, ale rozumiem, że nie jest zbyt optymistyczna. Dlaczego nie porównałeś dość beznadziejnej piosenki, jaką jest Cocojambo do czegoś radosnego, ale jednocześnie na wysokim poziomie artystycznym? 100 razy bardziej wolę posłuchać to drugie. Uwielbiam jak muzyka wywołuje autentyczne szczęście i duże emocje, a Cocojambo nie wywołuje we mnie niczego, co najwyżej wspomnienia lat 90.

    Co do tego, co napisałeś na samym początku – ja preferuję jednak takie życie wewnętrzne duchowe, co w pewnym sensie może być uważane za „pseudoartystyczne”, daje mi to więcej szczęścia niż to, co przeciętny człowiek uważa za rozrywkę i w taki sposób spędza wolny czas. Czuję się bardziej wolna niż tacy właśnie ludzie. Wolna od narzekania na błahe sprawy, wolna od stresu, bardziej akceptuję siebie niż oni. Widzę po moich znajomych, po ich podejściu do życia i jak ciągle coś im nie pasuje.

    Masz rację jeśli chodzi o to, żeby nie pozwolić sobie na rozczarowanie, bo „palmy nie tak zielone” i potrafić znaleźć radość w każdej sytuacji.

    W sprawie miłości, to ważne jest coś, co mało kto umie (być może szczególnie kobiety) – patrzeć na związek z dystansem i nie robić z partnera całego swojego świata. Nie robić tragedii z rozstania. Dojrzeć do tego, że miłość daje szczęście temu kto kocha, nawet jeśli nieodwzajemniona. Oczywiście nie chodzi mi o to, żeby żyć w toksycznych związkach, wtedy trzeba umieć przestać kochać, co sprawia wielu problem – chodzi mi o to po prostu żeby nie robić tragedii z sytuacji „załamka, tak go kocham, a on mnie nie albo nawet o tym nie wie”. W tym nie powinno być żadnych negatywnych smutnych uczuć.

    Jeszcze co do wpisu Mamutka. W ogóle nie można pozwolić sobie, żeby ktoś nam sprawił przykrość, niezależnie od tego co mówi / robi. Olać po prostu. To jest możliwe, nawet żyjąc w społeczeństwie pełnym nietolerancji i kochającym obgadywanie. Możliwe jest, żeby opinia innych nie sprawiała nam przykrości, my sami wiemy najlepiej, co nas uszczęśliwia, więc jest to dobre, a oceniający niech się zajmie swoim życiem. Tak zwane „normy” olałam – uznaję tylko „nie rób drugiemu co tobie niemiłe”, a resztę „róbta co chceta”.

    Wyobrażacie sobie, że istnieją dorosłe kobiety, które dla przykładu przed każdym wyjściem z domu pytają współlokatorki „czy mogę iść tak ubrana?”. I nie chodzi o jakieś wyjścia na eleganckie spotkania, do teatru czy na rozmowę kwalifikacyjną. Na zwykłą imprezkę, czas spędzany ze znajomymi, gdy było się już na setce takowych imprezek i wciąż być tak niepewnym tego, jak odbiorą cię inni, żeby dopytywać? Osoba 20-letnia już dobrze powinna wiedzieć, że właściwie jedyne na co powinna uważać, to nie bycie modnym czy „prawidłowe” dopasowanie kolorów, ale żeby nie świecić za bardzo ciałem (nie wiem czy tej normy również nie powinnyśmy się pozbyć, z tym że musiałoby się zmienić podejście do nagości, jako czegoś niby wyjątkowego).